Kategoria:

Audyt defensywny: kiedy akta pisze się dla kontrolera

Dziewięciu na dziesięciu biegłych zbiera dowody ponad potrzebę — nie dla badania, lecz na wypadek kontroli. Co to oznacza dla jakości audytu?

Biurko widziane z góry, zasypane setkami kartek i karteczek, pośrodku leży małe szkło powiększające, a z góry sięga po nie dłoń.
Ślad pracy nie zastąpi pracy

Lekarz, który zleca tomografię „na wszelki wypadek”, nie robi tego dla pacjenta. Robi to dla siebie — żeby w razie skargi móc wykazać, że zrobił wszystko. To zjawisko nazywa się medycyną defensywną i od dawna wiadomo, że nie poprawia leczenia. Podnosi koszty i odciąga uwagę od tego, co naprawdę ważne.

To samo w polskim audycie

W polskim audycie dzieje się to samo. Odpowiednikiem zbędnej tomografii jest dowód zebrany nie po to, by lepiej zbadać sprawozdanie, lecz po to, by obronić się w razie kontroli. W badaniu ankietowym 216 biegłych rewidentów 93,5% przyznało, że gromadzi dowody ponad potrzebę z obawy przed kontrolą. 94% uważa, że nadzór przywiązuje większą wagę do dokumentacji niż do przebiegu badania. 92,6% mówi, że wymogi formalne utrudniają im skupienie się na analizie ryzyka — czyli na tym, co w badaniu najważniejsze.

Te trzy odpowiedzi układają się w jeden obraz: dokumentacja jest dla biegłych miarą, według której — jak sądzą — będą oceniani, więc zbierają jej więcej, niż wymaga samo badanie, kosztem analizy ryzyka, czyli kosztem tego, co w badaniu rozstrzyga o jakości.

Czas, którego brakuje na badanie

To nie jest problem wygody biegłych, lecz jakości badania. Czas biegłego jest skończony, a każda dodatkowa czynność odbiera go innej. Godzina spędzona na uzupełnianiu formularzy „pod kontrolera” to godzina, której zabraknie na rozmowę z zarządem, analizę nietypowej transakcji albo drugie spojrzenie na szacunki. Akta rosną, a badanie nie staje się przez to lepsze: dokumentacja ma być śladem pracy biegłego, a nie jej zamiennikiem. Socjolodzy nazywają to przemieszczeniem celów: środek zaczyna zastępować cel.

Za tym zachowaniem stoi też obawa — ten sam mechanizm, który prawnicy nazywają efektem mrożącym: ludzie rezygnują z tego, co wolno, bo boją się sankcji.

Sygnały, nie jednostki

Skoro tak wielu biegłych działa defensywnie, problem nie leży w pojedynczych osobach, lecz w sygnałach, które wysyła system. Jeżeli prawie każda kontrola kończy się nieprawidłowościami, a większość ustaleń dotyczy formy, to racjonalny biegły będzie inwestował w formę. Miara, która nagradza komplet dokumentów, premiuje dokumentowanie; miara, która pyta o rzetelność badania, premiuje badanie. Odpowiedź nie polega więc na zachęcaniu biegłych do odwagi, lecz na zmianie miary: na ocenie, czy badanie dało racjonalną pewność co do sprawozdania, a nie czy każdy formularz ma komplet podpisów.